Razem czy jednak osobno, czyli spanie z dzieckiem

Kiedy kompletowaliśmy wyprawkę dla Małej, jedną z pierwszych pozycji na liście zakupów stanowiło łóżeczko. Konieczność jego posiadania była dla nas tak oczywista, że nawet nie przeszło nam przez myśl, aby z niego zrezygnować. I o tym słów kilka.

Ależ było zachodu z wyborem! Na chwilę tylko zastanawialiśmy się nad kojcem, ale ostatecznie wybraliśmy klasyczne, drewniane łóżeczko. Ładne, z rzeźbionym wzorem. Mama Małej tupnęła nóżką i oprócz „słodkiej pościeli”, jak to mówi moja luba, kupiliśmy także baldachim, „co by było jeszcze bardziej uroczo”.

Łóżeczko stanęło w pokoiku i spokojnie czekało na naszego bobasa. I doczekało się. Jednak już po pierwszej nocy wyjechało ze pokoiku wprost do sypialni rodziców. Trzeba było tak zrobić, bo matula z przerażeniem wstawała co 15 minut i (cała jeszcze wówczas obolała) wędrowała do Małej, żeby sprawdzić, czy wszystko z nią dobrze. W taki oto sposób komoda ustąpiła miejsca łóżeczku. W taki też sposób, nie planując tego uprzednio, staliśmy się zwolennikami co-sleepingu.

Co-sleeping, czyli spanie razem z małym dzieckiem. W necie znaleźć można także inne nazwy tego zjawiska: współspanie, łóżko rodzinne, family bed. Przez spanie z dzieckiem rozumiane jest także wspólne spanie w jednym pokoju, niekoniecznie w tym samym łóżku. Od pierwszych dni Mała spała z nami i śpi do dziś. Raz we własnym łóżeczku, a innym razem między mną a moją drugą Małą :)

Na początku braliśmy Igę do naszego łóżka tylko nad ranem. Mogliśmy do woli się na nią napatrzeć i po cichu przybić sobie piątkę, myśląc „ale nam się bobo udało!”. Z całonocnym spaniem bardzo się wstrzymywaliśmy – zwyczajnie baliśmy się, że możemy ją przygnieść. Teraz zdarza się, że Mała śpi z nami nawet całą noc – szczególnie podczas ząbkowania potrzebuje bliskości, którą staramy się właśnie w ten sposób zapewnić. Czasem zasypia razem z nami, ale na noc przekładamy ją do jej łóżeczka. Można zatem śmiało powiedzieć, że nie liczy jeszcze roku, a już ma dwa łóżka 😛

Wierzcie mi − nie ma nic piękniejszego, niż uśmiech Małej z rana. Miękki się robię jak modelina, jak tylko o tym pomyślę. Spanie wraz z dzieckiem ma jednak jeszcze więcej plusów, m.in.: dziecko szybciej zasypia i śpi spokojniej, znacznie zmniejsza się ryzyko śmierci łóżeczkowej, matka karmiąca nie musi wstawać w nocy, maluch zaspokaja potrzebę bliskości, rodzice są spokojniejsi o dzieciaka czy chociażby to, że łatwiej zapanować nad stale odkrywającym się maleństwem.

Oczywiście są i minusy. Przede wszystkim to, że sypialnia rodziców staje się także sypialnią dziecka. Małżeńskie łoże – rodzinnym łóżkiem… To nie jest mały haczyk w umowie. To poważna kwestia do przemyślenia. Dlatego decyzję o zaproszeniu pod wspólną pierzynkę pociechy, warto poprzedzić dyskusją z partnerem. Inaczej zamiast błogiego spokoju, atmosfera we (wspólnej już) sypialni może być napięta… Póki co spanie z Małą sprawia mi tylko i wyłącznie radochę, ale pożyjemy – zobaczymy.

P.S.

Jesteśmy podekscytowani pozytywnymi reakcjami na bloga. Zdjęcie główne wpisu nadesłał nam nasz czytelnik, Bartek. Bohaterką jest urocza Hania Radochna. Doskonałe imię, prawda? Mają rodzice fantazję J Bartkowi ledwo stuknęła trzydziestka, a już ma troje dzieci, w tym siedmioletnie bliźniaki – Janka Ziemowita i Franka Dobromira (stary, serio, świetne imiona!). Ten to się dopiero wybrał na Misję Tata. Szacun!

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie publikowany. Zaznaczone pola są obowiązkowe *

*