Początkujący tata – słoń w składzie porcelany?

Początkujący tata

Bierzesz na ręce maleństwo. W obu dłoniach mieści ci się twój największy skarb. Kilka kilogramów szczęścia. Nie masz pojęcia, co robić. Chcesz, choćby delikatnie, musnąć ustami tę śliczną główkę, ale boisz się. Chcesz przytulić, ale nie wiesz, jak to zrobić. Powoli dociera do ciebie, że trzymasz w tych dwóch niezgrabnych, męskich dłoniach Nowe Życie. Mało tego – Życie, któremu ty dałeś życie… Duma i euforia przeplatają się ze strachem i niepokojem. Poradzę sobie?

Nie oszukujmy się – początkujący tata jest jak słoń w składzie porcelany. Mimo szczerych chęci na początku zawsze wszystko idzie dość topornie. Niezgrabne ruchy, zbyt silne uściski. Przyznaję otwarcie: ze mną też tak było. Ale dziś, po kilku (wyjątkowych!!!) miesiącach, muszę się pochwalić, że radzę sobie całkiem nieźle. Nie dajmy się zwariować. Opieki nad noworodkiem nie da się wcześniej, „na sucho” nauczyć. Choćby się nie wiadomo ile naczytało, naoglądało i nasłuchało − sama teoria nie wystarczy. Trzeba samemu stawić czoła temu niesamowitemu „wyzwaniu”. Przede wszystkim − trzeba chcieć się nauczyć opieki nad dzieckiem.

Muszę to przyznać − ojciec zawsze jest dla niemowlęcia nieco dalej niż matka. Z mamą dziecko łączy wyjątkowa więź, która powstała jeszcze w czasie, gdy maluch był w brzuszku, a która umacnia się każdego dnia w codziennych czynnościach: karmieniu, przewijaniu, zabawach. Pewnie dlatego mówi się, że matki posiadają instynkt macierzyński. Można próbować „dogonić” mamę. Ale by tego dokonać, nie można zasłaniać się tym, że się nie wie, nie umie… Na miano Supertaty trzeba sobie zapracować. Nie wystarczy kilka razy (i to jeszcze tylko na początku) zmienić pieluchę i ze dwa razy coś tam pomruczeć pod nosem, twierdząc, że to była kołysanka.

Z czasem ruchy zaczynają być subtelniejsze, a wszystkie te trudne czynności, związane z codzienną pielęgnacją malucha, okazują się być łatwe. Strach i przerażenie znikają, bo nie ma na nie miejsca − zostają wyparte przez dumę i szczęście. A niezgrabne dotąd ramiona dla Twojego Malucha stają się najlepszą kołyską :)

2 komentarze

  1. Dasz radę, trening czyni mistrza :)
    Trzeba mieć fun z tego co się robi.

    • Zgadzam się w 100%. Z każdym dniem jest coraz lepiej. Nic nie zastąpi praktyki, więc trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć – a czy jest coś przyjemniejszego niż taki „trening” z własną pociechą? : )

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie publikowany. Zaznaczone pola są obowiązkowe *

*