Macierzyństwo bez lukru, czyli pierwsze dni po porodzie

 

Przychodzisz do domu, a tam ona w rozciągniętym swetrze, z włosami nieczesanymi chyba od kilku dni, z resztkami wczorajszego makijażu na twarzy (dzięki Bogu, że byli znajomi, inaczej by się wcale nie malowała). Masz ochotę uciec jak najdalej. Ale i tak kochasz ją najmocniej na świecie.

26 maja − Dzień Matki. Dopiero co obchodziliśmy go w naszej rodzince 😀 – aż mnie na wspominki wzięło. Pamiętam dzień narodzin Małej, jakby to było wczoraj: nerwowe oczekiwanie, pierwszy krzyk wydobywający się z sali operacyjnej, miłość od pierwszego wejrzenia… Najpiękniejsze chwile w życiu. Pamiętam też, jak Mamę Małej przewieziono na salę pooperacyjną… Obolała, zmęczona, ale szczęśliwa.

Pierwsze dni po porodzie nie są takie kolorowe, jak wygląda to w telewizji. To nie zawsze jest tak, że zaraz po urodzeniu dziecka młoda mama wstaje i w pełnym makijażu, i ułożonej fryzurze, od pierwszych chwil zajmuje się maluchem. Rzeczywistość niestety nie przypomina (a przynajmniej nie w przypadku mojej żony ani żadnej z pań, które razem z nią współdzieliły salę szpitalną) obrazków z czasopism dla młodych rodziców… Po cesarce − bo nie mamy porównania z naturalnym porodem, ale przypuszczam, że jest podobnie − najprostsze czynności, takie jak choćby wzięcie prysznica stanowią niezły problem (pomagałeś kiedyś myć się swojej kobiecie? I bynajmniej nie chodzi mi tu o wspólny prysznic…)

Pamiętam też, że mi się wydawało, że „najgorsze” chwile Mama Małej zostawia w szpitalu. Myliłem się. Pierwszy raz widziałem ją w tak okropnym stanie zaraz po powrocie do domu: ponad 40 stopni gorączki, drgawki i piersi wielkości implantów Pameli :O nic innego jak nawał pokarmu. Mało przyjemne. Ba! podobno ból nieziemski. Trzeba było ratować, jak się da: okłady z liści kapusty (serio!), chłodzenie kostkami lodu i odciąganie nadmiaru pokarmu. Dobrze, że posłuchałem rady teściowej (sic!) i kupiłem laktator jeszcze, jak dziewczyny były w szpitalu. Choć początkowo wydawał mi się zbędny (no bo przecież na razie Mała będzie cały czas z mamą, to po co odciągać pokarm???), okazał się być zbawienny. Wiadomo, nie darło się pokarmu na siłę, ale tylko tyle, by Mama Małej mogła poczuć ulgę. Ponoć, jak się doprowadzi do zastoju pokarmu, to może dojść do zapalenia, a potem to już prosta droga do masakry, która kończy się zabiegiem…

Do czego zmierzam: Mama Małej śmiała się później, że pierwsze dni po porodzie to taki test na miłość i wierność: bo jak facet nie ucieknie na widok swojej lubej w aż tak nie najlepszej formie, to znaczy, że ją musi bardzo kochać 😉 Naturalnie, to tylko żarty! My, faceci, musimy mieć świadomość, że macierzyństwo nie jest takie cukierkowe, jak się co niektórym wydaje. To masa obowiązków, które spadają z dnia na dzień. To, że twoja kobieta nie wygląda już tak, jak przed ciążą i że na powitanie nie trzepocze już rzęsami sięgającymi gwiazd nie oznacza, że jej na tobie nie zależy, że ma wszystko w nosie. Pomyśl: może po prostu nie ma siły (ani czasu) ogarnąć się? No bo chyba nie z własnej woli tak strasznie wygląda? Wszystko z czasem wróci do normy 😉 daj jej czas, by mogła oswoić się z nową sytuacją. I daj jej poczucie, że ma w tobie oparcie!

4 komentarze

  1. Oj skąd ja to znam. Z tą różnicą, że ja rodziłam naturalnie i od pierwszych dni musiałam się opiekować synkiem głównie sama. Mąż pomagał przy kąpaniu i jak był w domu to podawał mi małego do karmienia.
    Z racji powikłań poporodowych miałam problem z poruszaniem się przez około 3 miesiące. Nie było łatwo, ale można przez to przejść.
    Pozdrawiam. :)

    • Mogę się jedynie domyślać jak ciężki to był dla Ciebie okres i dlatego jestem naprawdę pełny podziwu dla Was Dziewczyny, że potraficie przez to przejść i jeszcze patrzeć na to z uśmiechem. Jedyne co możemy Wam, jako faceci, zaoferować to wsparcie i mam nadzieję, że jest ono choć trochę pomocne : ) Pozdrawiam gorąco.

  2. Witam :) Moje dziecko ma 2 miesiące i teraz to ja naprawdę nie mam czasu się umalować (że o prysznicu nie wspomnę…;)), za to w dzień po porodzie skakałam i cieszyłam się tym, że mam wreszcie płaski brzuch 😉 Także z tym różnie bywa. Ale mam męża, co nie tylko nie uciekł, ale wciąż robi przy małej co tylko potrafi. Pozdrawiam. PS fajnie piszesz, ciekawie poczytać o dzieciach męskim okiem.

    • Witaj :) A śpi chociaż? Nie, nie mąż, dziecię 😀 Bo masakra zaczyna się dopiero wtedy, gdy całymi nocami czuwasz nad maleństwem, a rano zapałkami musisz podtrzymywać powieki, żeby nie dać się zmęczeniu. No i odkrywasz, że mogłabyś usnąć w każdej pozycji, absolutnie w KAŻDEJ 😉 Pozdrów męża, oby dalej tak trzymał! I dzięki za miłe słowa, dają kopa, w tym do bardziej regularnego pisania :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie publikowany. Zaznaczone pola są obowiązkowe *

*