Gdzie się podziały tamte prywatki, gdzie te dziewczyny, gdzie tamten świat…?

Sobota, późny wieczór. Przejeżdżam przez miasto. Tu i tam grupki młodzieży zmierzającej na imprezę lub w jej trakcie. Śmiechy, krzyki, gwar, muzyka, dobra zabawa. Poczułem nagle jakby żal. Chyba zatęskniłem za (nie)dawnymi czasami. Trwało to może kilka sekund. Zrobiło mi się głupio. Czego ma mi niby być żal? Za czym tęsknić?

Narodziny dziecka zawsze są momentem przełomowym. Nagle wszystko się zmienia − niezależnie od tego, jaki masz stosunek do nowo zaistniałej sytuacji. Jesteś już Tatą! Musisz się ogarnąć. Wziąć sprawy w swoje ręce. Wydorośleć. Stać się odpowiedzialnym. Nie, to nie puste frazesy. Masz poczucie − choć trudno w to uwierzyć − że pewnych rzeczy ci nie wypada. Niespodziewanie okazuje się, że więcej wspólnych tematów masz nie z najlepszym kumplem ze szkoły, a ze starszymi kolegami z pracy. I nie rozmawiasz już o tym, kto ile wypił podczas ostatniej imprezy, tylko ile mililitrów mleka pije na wieczór twoje dziecko.

Narodziny dziecka to nie nałożenie kajdan na rękę. To nie zakaz wychodzenia czy imprez. Przecież (teraz może nawet częściej niż wcześniej) odwiedzają nas znajomi, wychodzimy z Mamą Małej (a Mała rujnuje w tym czasie dom dziadków), bawimy się. To nie o wyjścia, alkohol i inne używki chodziło. Zatęskniłem chyba za… beztroską. Wychodzisz, bawisz się, niczym się nie martwisz. Nie myślisz o tym, że w domu ktoś na ciebie czeka, że trzeba wrócić na konkretną godzinę, że nie możesz przenocować u znajomych.

Osobną kwestią jest też to, że nie ma czasu na taką beztroskę. Gdy na horyzoncie pojawia się wolny weekend, to zwykle wolimy spędzić go w domu, nawet jeśli dziadkowie oferują całodobową pomoc. Chcąc „sprzedać” dzieciaka na jedną noc babci i dziadkowi, trzeba go spakować tak, jakby miał u nich spędzić najbliższy kwartał. Zwyczajnie się nie chce… Do tego − mimo iż dziadkowie przekonują, że nic takiego nie nastąpi − ta świadomość, że cały wieczór będzie się szukać zasięgu, co by w razie nagłej (odpukać!) konieczności odebrać telefon…

2 komentarze

  1. Spokojnie, wszystko przyjdzie z czasem. Ja na imprezy (od czasu do czasu) wychodzę i bawię się świetnie. Dzieć mój na tym nie cierpi w żaden sposób, ale my spędzamy razem mnóstwo czasu w tygodniu i inne wekendy.

    • Bo ważne by umieć wszystko pogodzić i by żadna strona przy tym nie ucierpiała. Życie to sztuka kompromisu : ) Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie publikowany. Zaznaczone pola są obowiązkowe *

*