Aniołki, których nie ma wśród nas…

Dziś zdecydowanie bardziej refleksyjnie. Sprzyja temu pogoda za oknem, ale przede wszystkim czas, w jakim się znajdujemy. 15. października przypadło wspomnienie nienarodzonych dzieci – Dzień Dzieci Utraconych, a wczoraj i dziś, o czym zapewne nie trzeba nikomu przypominać – tzw. Święto Zmarłych, czyli Wszystkich Świętych. To czas zadumy i myślenia o tych, których już nie ma wśród nas, w tym również dzieci, ale także tych, którzy nie mieli nawet okazji pojawić się na tym świecie.

childTo wielka tragedia, gdy para traci dziecko. I nie ma znaczenia, czy miało to miejsce jeszcze w „brzuszku” mamy, czy też jakiś czas po narodzinach. Trauma pozostaje na całe życie, a przejście nad tą kwestią do porządku dziennego wydaje się bardzo trudne, o ile nie wręcz niemożliwe. Bo przecież w jednej chwili dowiadujesz się, że jednak nie dane będzie Ci zaznać uroków rodzicielstwa, a przynajmniej nie tym razem, lub też, że ta godność rodzica zostaje Ci niespodziewanie odebrana. Brr, okropna myśl, nie do wyobrażenia dla mnie jako ojca.

A właśnie na cierpienie po męskiej stronie chciałbym położyć dziś nacisk. Bo dla wszystkich oczywistym jest przede wszystkim ból matki, która przecież czuła to dziecko noszone pod swoim sercem i nagle je traci. Ale przecież tak samo stratny staje się również niedoszły ojciec, który może nawet na początku mocno zaskoczony, z czasem intensywnie przygotowywał się do jak najlepszego wypełnienia swojej roli. Pamiętajmy o tym, że on również cierpi.

W takich chwilach potrzebne jest wielorazowe morze wzajemnej miłości, ocean wyrozumiałości i cierpliwości. Jak mówią, czas nie goi ran, ale umożliwia przyzwyczajenie się do ich obecności.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie publikowany. Zaznaczone pola są obowiązkowe *

*